Zapracowana mama, mama zajęta, mama wiecznie w biegu, mama niemająca czasu dla siebie. Tak mogę opisać ostatnie miesiące, od kiedy moja mała Zośka zaczęła chodzić. Z nostalgią wspominam czasy, kiedy leżała na macie, zajmowała się sama sobą, potrafiła bawić się godzinami zabawkami i siedziała w jednym miejscu. Ba, jeszcze lepiej było jak nawet nie raczkowała i leżała w bujaczku, ciesząc się do zawieszonego motylka. Tak też mogła godzinami. A matka miała chwilę, żeby spokojnie kawę spić, obiad zrobić, posprzątać, pomalować sobie paznokcie.
Ale wszystko co dobre, szybko się kończy. Matka teraz pije kawę mrożoną, którą gorącą robi sobie rano, a dopija ją wieczorem. Paznokcie, jakie paznokcie?! Obiad w biegu, z plątającym się harpaganem u nóg, a sprzątanie - to jest dopiero wyczyn z Zośką podbierającą mi miotłę albo mopa i uciekającą w siną dal. Ciężko, jest ciężko.
Matka nie mogła znaleźć czasu. Czasu na książkę, czasu na film, czasu na bloga. Matka ma już więcej siwych włosów niż ustawa przewiduje. Ale matka się stara. Dlatego tu jest. Znowu. Reaktywuje się i twierdzi, że czas coś zmienić. Czas nie dać się zwariowanej Zośce, która zachowuje się, jakby motorek w pampersie miała.
Ale już jestem i postaram się nie odejść w najbliższym czasie. I znaleźć czas. Dla siebie. Tak chociaż na chwilę, kiedy owsik śpi. Bo czasami czuję się jak ta Pani z obrazka. I nie mam siły. Na nic. Kompletnie.
Matka ma postanowienie, które ma zamiar dotrzymać. I dotrzyma, a co! Lato idzie, parno jest, że aż z domu człowiek wychodzić nie chce. Oddychać nie ma czym. Wiatraki chodzą, ale nic nie dają. Trzeba to przetrwać. Choć nie powiem - chciałabym, by wróciły chwile, kiedy leżała spokojnie :) Mam nadzieję, że nie tylko ja jedna!
Źródło zdjęcia ; shutterstock.com
- 12:26
- 22 Comments

