Czas teraz dzielę na przed ciążą i po ciąży. Przed miałam wakacje. Mogłam sobie pozwolić na odpoczywanie, leżenie na plaży plackiem i wchłanianie promieni słonecznych pełnymi garściami. Mogłam kąpać się w morzu i nie stresować, że wchodzi za mną jakiś mały szkrab, który chce do mamy. Mogłam cały dzień nie sprzątać w domu, nie robić obiadu tylko leżeć na podwórku i czytać książkę. Mogłam odpoczywać, nawet nigdzie nie jadąc.
Po ciąży wszystko się zmieniło. Leżeć plackiem? Jak, gdy Zośka zaczyna skakać po plecach i domagać się uwagi. Kąpanie w morzu? Ja się boję ją jeszcze nad morze zabrać, bo to nie wiadomo, co jej do głowy przyjdzie. Nie sprzątać w domu? Muszę, bo chodzi i rozrzuca wszędzie rzeczy i po dwóch godzinach nie jestem w stanie nogi wcisnąć na podłogę pomiędzy jej zabawkami. Książka? Jaka książka?!
Ale czy to znaczy, że nie mam wakacji? Czemu nie? Mogę siedzieć z moim dzieckiem w domu. Mogę wyjść z nią na dwór. Opalać się w biegu, gdy zaczyna uciekać, bo lubi jak mama ją goni. Książkę przeczytam wieczorem, gdy już padnie zmordowana całym dniem. Sprzątam, gdy ona drzema. Na wszystko trzeba znaleźć złoty środek. I się nie poddawać.
Teoretycznie zakończyłam pierwszy rok studiów magisterskich na logopedii. Ciężki to był rok, dużo przedmiotów, dużo zjazdów. Dużo nauki. Ale jestem szczęśliwa. Połowa drogi za mną.
I mimo że mam małe dziecko, mogę dalej się spełniać. Dalej się uczyć, wyjeżdżać na weekend i wtedy odpoczywać ;) Oczywiście, duża tu zasługa narzeczonego i całej rodziny, która sprawuje wtedy opiekę nad Zośką. Ale dla chcącego nic trudnego.
I tutaj mam do was pytanie. Czy chciałybyście czytać posty o logopedii? O rozwijaniu się mowy u dzieci? Praktyczne wskazówki, jak pomagać dziecku? Jeśli tak, to z chęcią pisałabym dla was na te tematy. Wiem, bowiem, sama po sobie, że często chce się wiedzieć co w trawie piszczy :)
- 08:28
- 15 Comments



