Wiadomo, że każda mama chce dla swojego dziecka jak najlepiej. Począwszy od najlepszych pieluch, które mają trzymać wilgoć z dala od pupy naszego bobaska, przez najlepsze zabawki wspierające jego rozwój, przez "wypychanie" go na różne szkolne apele, żeby uczyło się nie bać występów publicznych, po ciepłe i piękne ciuszki, co by dzieciątko nie tylko ładnie wyglądało, ale i w brzuszek mu ciepło było, po zdrową dietę, pełną mikroelementów, aż po prawidłowe spojrzenie na świat, takie obiektywne, po wybór studiów - najlepiej takich, po których będzie miało dobrze płatną pracę, dostatek i wszystko to, czego my nie mieliśmy. Ale... żeby to wszystko mogło naszego dzieciątko osiągnąć musi być samodzielne.
I właśnie ta samodzielność zaczęła mnie ostatnimi czasy przerażać. Bo wiem, że muszę jej na to pozwolić. Przecież nie będę do końca życia robić wszystkiego za nią. Nie mam bowiem zamiaru wychować leniucha, który nie potrafi po sobie posprzątać. Ale rzecz nie o sprzątaniu. Jakiś czas temu powzięłam decyzję o wprowadzeniu BLW w życiu mojej Zośki. Czyli Bobas Lubi Wybór. I zauważyłam, że Zośce się to podoba. I choć jest jeszcze mała to ładnie sobie radzi. Z początku ją karmiłam naszym jedzeniem. I pierwsze karmienie, kiedy to dostała kurczaka w sosie musztardowym z kaszą jaglaną, co nie było papką, jak dotychczas, skończyło się krztuszeniem, osiwieniem matki, klepaniem po plecach i ogólną radością dziecka. Cóż, mi tak do śmiechu nie było, ale praktyka czyni mistrza ;)
Teraz Zośka sama zjada banana, sama obgryza jabłko, ostatnio sama konsumowała jogurt. I tak sukcesywnie, powoli wprowadzamy w jej świat nowe doznania smakowe. Oczywiście nie obyło się bez wszelakich wpadek krztuszeniowych, które zdarzają się już teraz naprawdę sporadycznie.
Ale moja Zosia Samosia radzi sobie z tym wszystkim z uśmiechem na twarzy. I choć nasza samodzielność zaczyna się od jedzenia, już niedługo przerzuci się na inne etapy rozwojowe. Już widzę u niej większe zaciekawienie zabawkami, tym jak są skonstruowane. Już nie pcha tak wszystkiego do buźki, jak przedtem. Teraz woli poobracać w dłoniach, poobserwować z czym ma do czynienia. A więc kolejny krok milowy w jej życiu :)
Oprócz samodzielności dzieciątko moje powoli stoi samo, bez podparcia. Choć oczywiście jak się zorientuje, że tak jest, to szuka mojego ramienia, jakby się bała, że upadek będzie czymś strasznym. I niesamowicie bardzo uwielbia spoglądać przez okno. Raczkuje przez cały pokój, by wbić nos w szybę i patrzeć, co tam się ciekawego na świecie dzieje.
A ja obserwuje jej poczynania, z uśmiechem na ustach ale też lękiem. Bo wśród tych pięknych momentów, kiedy moje dziecko mnie zaskakuje nowymi rzeczami, pojawiają się też te, które do przyjemnych nie należą. Ale nie ma co się łamać. Życie nie polega tylko na radościach. Ale na nich warto się skupiać ;)
Źródło zdjęcia : dziecisawazne.pl
- 14:37
- 13 Comments


















